BIBLIOTEKA SZKOŁY PODSTAWOWEJ W BIAŁOŚLIWIU

Rok 2007-2008

  WALENTYNKOWY NASTRÓJ

WALENTYNKI W BIBLIOTECE – 2009 

Przygotowaliśmy walentynkowy

 wystrój  biblioteki. Wycięliśmy ok 30 serduszek.

  

PISARZE I ICH KSIĄŻKI – cz.4 – Bourgeois P. Clark B.

  Paulette Bourgeois

i Brenda Clark

Seria Franklin jest rewelacyjną lekturą dla dzieci

i dorosłych.  Bardzo edukacyjna i  mądra.  

   A teraz przeczytaj!!!

           ,,Koledzy z zapałem zabrali się do urządzania statku. Malowali, przyklejali, wieszali morskie ozdoby. Pod koniec dnia z dumą przyjrzeli się swemu dziełu.

- Zaczyna wyglądać jak statek – zauważył ślimak.

- Tylko tak jagby czegoś brakowało – westchnął bóbr.

- Czegoś specjalnego- dodał miś w zamyśleniu.

Następnego dnia Franklin i miś szli razem do domku na drzewie. Miś niósł pod pachą tekturowe pudełko.

- Co masz w tym pudełku? – spytał zaciekawiony żółwik. Miś szybko schował pudełko za plecami.

-To tajemnica – odparł. – Dowiesz się, kiedy wszyscy będą już w domku na drzewie.

- Ale misiu, proszę – mówił błagalnie Franklin. – Nikomu nie powiem.

- No… dobrze – zgodził się miś z ociąganiem.

- Ale nie tutaj.

     Franklin z misiem szybko pobiegli do domku…”

Książki o Franklinie są dostępne 

w bibliotece.

PISARZE I ICH KSIĄŻKI – cz.3 – Wiktor T. Gomulicki

 

                               źródło: univ.gda.pl

                                      Wiktor Teofil Gomulicki

                Pseudonim Fantazy, ur. 17 października 1848 r. w Ostrołęce, zm. 14 lutego 1919 r. w Warszawie), polski poeta, powieściopisarz, eseista, badacz historii Warszawy, kolekcjoner. Jeden z najważniejszych twórców polskiego pozytywizmu.Dzieciństwo, upamiętnione później w powieści dla młodzieży Wspomnienia niebieskiego mundurka (1906), spędził w Pułtusku. Od 1864 r. mieszkał w Warszawie, gdzie ukończył gimnazjum i 1886-1889 studiował prawo w Szkole Głównej. W latach 1873-1874 i 1887-1889 pracował w redakcji „Kuriera Warszawskiego”, 1875-1888 „Kuriera Codziennego”, w 1874 r. redagował „Muchę”, w 1881 r. „Kolce”, w latach 1889-1890Tygodnik Powszechny”, współpracował z „Prawdą”, „Świtem”, „Krajem”.

 

 Polecamy ,,Wspomnienia niebieskiego mundurka”

 A teraz przeczytaj!!!

 

            Marzeniem jest kolegów Welinowicza posiadać kajety z „wysztychowanymi” przez niego tytułami. Proszą go o to jak o łaskę największą. Gdyby chciał swój talent sprzedawać, mógłby zjadać codziennie po tuzinie bułek z zimną pieczenia, po garncu jabłek, gruszek lub śliwek.Ale on „iskrą Bożą” nie kupczy, swe mistrzowskie, nadzwyczajnymi „figlasami” i „wykrętasami” zdobne inicjały wypisuje wyłącznie – przyjaciołom. Toteż wszyscy starają się przyjaźń Welinowicza zdobyć i utrzymać.Drugie jest trudniejsze jeszcze niż pierwsze. Doświadczył tego na sobie Sprężycki. Jeden z jego najpiękniejszych kajetów w turkusowoniebieskiej „morowej” okładce, przekładany kolorową bibułką, wychuchany, wycackany, nosił na pierwszej karcie taki zadziwiający tytuł:

 

ĆWICZ… Witolda Sprężyckiego.

 

Słowo „Ćwicz” było wypisane, a raczej wyrysowane i wymalowane tak pięknie, jakby je wyjęto ze wzorów kaligraficznych i rysunkowych. Umieszczone pod nim imię i nazwisko wyglądały nieco skromniej, jednak swym świetnym, perłowym, tuszowoczarnym „rondem” ujawniały również rękę artysty.Dlaczego Witold Sprężycki miał być „ćwiczony”? Od kogo pochodził rozkaz w tak surowej, a zarazem tak estetycznej formie wydany?Wszystko to odnosiło się do pewnego pamiętnego dnia, w którym Sprężycki i Welinowicz, doówczas przyjaciele najserdeczniejsi, poróżnili się ze sobą.Welinowicz był zajęty właśnie wykonywaniem wspaniałego nagłówka na „Ćwiczeniach polskich” kolegi i po wysztychowaniu rondem jego nazwiska kończył piątą literę tytułu – gdy Sprężycki odezwał się nagle, ni stąd, ni zowąd:

 

- Mickiewicz miewał z kaligrafii same dwójki… „Artysta”, całkowicie pochłonięty swą pracą, mruknął tylko przez zęby:

 

- Nie wierzę…

 

Zapalczywszy od niego kolega Bellon zawołał:

 

- Bajki! Geniusz musi wszystko robić, a więc i pisać – genialnie!

 

- Jednak upewniam cię – ciągnął tamten – że Mickiewicz pisał „jak kura pazurem”…

 

Welinowicz odjął pióro od papieru.

 

- W takim razie Mickiewicz nie był geniuszem – stanowczo oświadczył.

 

I zabrał się na powrót do wykończania swego przepięknego „Z”.

 

Sprężycki aż podskoczył z oburzenia.

 

- Co, ty będziesz ubliżał Mickiewiczowi! Ty… „czwarty od końca”!…

 

Ostatnie wyrażenie odnosiło się do tego, że Welinowicz był czterdziestym trzecim uczniem w klasie, która liczyła wszystkich uczniów czterdziestu sześciu. Artysta nie był obraźliwy – poprzestał tylko na uwadze:

 

- Z kaligrafii jestem pierwszy.

 

- To i cóż! – krzyczał tamten, nie mogąc się uspokoić.

 

- Do kaligrafii nie trzeba wielkiego rozumu! Wszyscy znakomici ludzie pisali brzydko! Za to każdy kancelista „sztychuje” jak sam Łypaczewski!

 

W gromadce odezwały się śmiechy złośliwe… Welinowicz przestał rysować. Otarł starannie pióro kawałkiem irchy, który nosił zawsze przy sobie, schował do kieszeni flaszeczkę z czerwonym atramentem, wstał i odszedł, pozostawiając na ławce kajet z nie dokończonym tytułem.Wszystko to zostało spełnione z pogodnym spokojem i imponującą powagą. Koledzy milczeli nie wiedząc, jak się zachować…Sprężycki pobiegł za przyjacielem, przepraszając, zapewniając, że nie miał bynajmniej zamiaru ubliżać…

 

                  KSIĄŻKA JEST W NASZEJ BIBLIOTECE!

PISARZE I ICH KSIĄŻKI – cz.2 – C.S. Lewis

C.S. Lewis

Urodził się 29 listopada 1898 roku w Belfaście w Irlandii. Od wczesnego dzieciństwa używał imienia Jack, ponieważ imię Clive mu się nie podobało . Kiedy miał dziewięć lat, zmarła mu matka. Uczył się w prywatnych szkołach, już wtedy wykazując zdolności literackie. Bardzo interesował się mitologiami ludów Północy i twórczością Wagnera. Mając dziewiętnaście lat trafił na front I wojny światowej. Po powrocie podjął studia w Oksfordzie. W 1922 roku otrzymał stopień bakałarza literatury. W następnym roku był najlepszym studentem w Anglii. Otrzymywał państwowe wyróżnienia. Dwa lata później został wykładowcą literatury średniowiecznej i renesansowej. W tym czasie dokonywało się jego stopniowe nawrócenie. Ostatecznie, mając prawie 33 lata, na nowo przyjął wiarę chrześcijańską. Przez następne lata wiele pisał, prowadził pogadanki w brytyjskim radiu. Był także członkiem oksfordzkiej grupy The Inklings i przyjacielem J. R. R. Tolkiena.
W latach 50-tych poznał Joy Gresham, z którą mocno się zaprzyjaźnił. Gdy zachorowała na raka, zawarł z nią sakrament małżeństwa (1957). Niespodziewanie stan zdrowia Joy bardzo się poprawił. Zamieszkali więc razem. Jednak po dwóch i pół roku Joy zmarła. Jack zmarł w 1963 roku.

        Polecamy ,,Opowieści z Narnii”

Ekranizacja książki… 

   
źródło: www.film.onet.pl
 

  A teraz przeczytaj!!!

Z początku zwierzęta próbowały tłumić śmiech, ale Aslan powiedział: – Śmiejcie się do woli i nie lękajcie się! Teraz, kiedy już nie jesteście niemi i tępi, nie musicie być zawsze poważni. Bo żarty, tak jak i sprawiedliwość, zaczynają się wraz z mową.
Śmiano się więc do woli. I zapanowała taka wesołość, że Kawka zdobyła się na odwagę, podfrunęła, usiadła na głowie Konia i machając skrzydłami zawołała:
- Aslanie! Aslanie! A więc to ja wynalazłam żarty?
- Nie, moja przyjaciółko – odrzekł Lew. – Nie stworzyłaś żartu. Sama jesteś pierwszym żartem.
- A więc Narnia została założona – powiedział Aslan. – Teraz musimy uczynić ją bezpiecznym krajem. Kilku z was powołam do swojej rady. Musimy się naradzić. Bo chociaż ten świat nie ma jeszcze pięciu godzin, już wkroczyło weń zło. To ten Chłopiec – rzekł patrząc nie na Digorego, lecz na członków swojej rady. – To jest Chłopiec, który to zrobił.
„Och, cóż to znaczy? – myślał Digory. – Co ja takiego znowu zrobiłem?”
- Synu Adama – powiedział Lew. – W moim nowym kraju, w Narni, jest zła Czarownica. Powiedz tym dobrym stworzeniom, w jaki sposób się tu znalazła.
Tuzin różnych odpowiedzi przemknął Digoremu przez głowę, lecz miał na szczęście tyle rozsądku, by powiedzieć, jak było naprawdę.
- Ja ją tu sprowadziłem – odpowiedział cicho.
- W jaki sposób, Synu Adama?
- Ona się obudziła -powiedział Digory z rozpaczą w głosie, a potem zrobił się biały jak papier i wyrzucił z siebie: – To znaczy, ja ją obudziłem. Obudziłem ją, bo chciałem zobaczyć, co się stanie, jak uderzę w dzwon. Wiem, że nie powinienem tego robić. Myślę, że byłem trochę zaczarowany.

KSIĄŻKA DOSTĘPNA W BIBLIOTECE!